Spis treści
UMiCowy zajączek
            Szczerze powiedziawszy nie wiem jak zacząć mam tą opowieść, aby na końcu zawierała chociaż mały morał. Zastanawiając się godzinami jak opisać pewne wydarzenia miałem na uwadze cenzurę jak i to, że raczej demoralizować nikogo nie powinienem.
Ale w końcu doszedłem do wniosku, że nie da się pominąć pewnych elementów, a co za tym idzie, raczej nauka nie będzie z tego żadna płynąć, więc mam nadzieję na chociaż jedno.
Na Wasz uśmiech. Wesołego jajka i miłego czytania!

Poza tym… Sami już zapewne jesteście zdemoralizowani xD

            Każde chrześcijańskie święto było obchodzone zarówno przez mugoli,
jak i czarodziei. Bowiem wiara oraz kultura w pewien sposób łączyła te dwa tak odmienne,
a jednocześnie podobne światy, które codziennie przeplatały się wzajemnie. Jednak trzeba przyznać, że w świecie magii wszystko robiono inaczej niż mugole. Czy to wynikało z innego wychowania, czy pewnej niewiedzy? Kto wie? Także święto Wielkiej Nocy nie należało do wyjątków od tej reguły. A na Uniwersytecie Magii i Czarodziejstwa upodobano sobie szczególnie jeden symbol tego znanego święta. Nie było to jajko. Nie był to baranek. Kwestia wiary też raczej mało młodych adeptów magii obchodziła. Pokochali jednak bardzo Zajączka Wielkanocnego. Moim skromnym zdaniem -aż za bardzo. Doszło do tego,
że postanowili mieć własnego takiego zajączka. Niestety, mieli z tym pewne kłopoty. Przede wszystkim nie rozumieli na czym to miało polegać. Nic tylko załamać ręce. Złapać żywe zwierzę? Może jakieś danie z niego? Głowili się długo, szczególnie drugoklasiści, którzy swą przerwę świąteczną spędzali w murach uniwersyteckiego zamku.

W końcu nadeszło wybawienie dla ich biednych, zmęczonych długim myśleniem, spoconych mózgów. Bowiem do zamku tego dnia wrócił kolega Puchon od nie magicznej rodziny ze wsi. Wcześniej wysłali mu sowę by sprawdził w mugolskich źródłach pojęcie wielkanocnego zajączka. Zrobił to. Nie wrócił z pustymi rękoma. Połowę jego bagażu zajmowały wydrukowane zdjęcia efektów jego poszukiwań. W głównej mierze zawierały one obrazy nieco zbyt roznegliżowanych pań z uszami królika. Podpisane było “Króliczki playboya”.
Męską część drugiej klasy bardzo zainteresowały te obrazki. Chociaż żałowali, że owe panie się nie ruszały. No cóż… to się nazywały mugolskie zdjęcia. Po solidnych kilku ciosach
w potylicę ze strony koleżanek w końcu ogarnęli się. Przypomnieli sobie o swoim pierwotnym planie.

2
1
Poprzednia strona || Następna strona